Na pomysł zorganizowania Turnieju wpadł nasz kolega Egon, który chciał troche rozruszać naszą społeczność bo coś pod koniec roku widoczne były już objawy zimowego odrętwienia i rozleniwienia wśród naszych graczy.
Przyjeliśmy, że rozgrywki będą się odbywały na znanym "Totalowym" serwerze Phoenix Works (gdyż są tam najmniejszae lagi) oraz w tzw. standardowej wersji Total Annihilation, czyli inaczej dla niewtajemniczonych wyjaśniająć bez użycia dodatkowych, nieoficjalnych jednostek do TA ani innych podobnych Unit Packów. Osoba która wygra turniej będzie przez rok nosiła tytuł Mistrza Polski Total Annihilation i będzie z takim stopniem widniała na prawie wszystkich stronkach o TA.
Ogólnie do Turnieju zgłosiło się nieco ponad 16 graczy z czego zakwalifikowano 16 a resztę (tych którzy zgłośili się jako ostatni) traktowano jako rezerwę w razie "problemów" z którymś z zakwalifikowanych graczy. Ogólnie turniej trwał od pażdziernika do 18 grudnia (walka finałowa). Przebieg Turnieju przedstawia poniższa Tabela:
Nagrania gier turniejowych:
(Po instrukcję jak odtworzyć nagraną grę zapraszam do działu FAQ)
 
ZWYCIĘZCĄ Turnieju 2005 r. został: TOCZNET
Poniżej zapraszam do przeczytania jak doszło do tego nieoczekiwanego i bardzo zaskakującego finału.
Wspomnienia Mistrza ... czyli jak wygrałem finał z Sojerem.
Dla wszystkich, którym wydaje się to nieprawdopodobne musze ogólnie
przyznać, że wszystko jest wynikiem niewiarygodnego splotu okoliczności i ... potrójnego pecha Sojera.
No ale zacznijmy od początku ... do walki finałowej przystąpiłem zupełnie na luzaka pogodzony całkowicie z porażką,
która mnie czeka. Raz że Sojer był głównym faworytem tego turnieju i faktycznie jest bardzo dobrym graczem,
którego oklepać to prawie niewykonalne zadanie, a dwa to z powodu mojego bardzo "zalatanego" ostatniego tygodnia
przez co zupełnie nie miałem czasu przygotować się do walki finałowej, więc ANI RAZU nie rozegrałem ćwiczebnej
gierki na mapie, na której mieliśmy grać finał i to nawet choćby z głupim komputerowym AI by jakoś poznać specyfike
mapy (Mapa Brain Coral była zupełnie nielubiana przez naszych graczy, którzy głównie grają na mapach lądowych,
a osobiście przez te 8 lat bycia fanem TA też na niej nie grałem). Wcześniej zawsze przed walką turniejową
rozgrywałem parę meczyków dla treningu z innymi żeby przynajmniej wiedzieć gdzie metal leży
bo ogólnie Egon do turnieju (chyba złośliwie ;) )wybrał właśnie mało dotąd używane przez nas mapy.
Pogodzony więc z krojącą się porażką zasiadłem do komputera zupełnie bez żadnego stresu, całkowice spokojny jakbym
rozgrywał byle jaki, jeden z wieluset poprzednich meczyk o przysłowiową "pietruszke". Od razu się przyznam,
że dotąd jak grałem turniejowe partyjki, nawet te z "teoretycznie" słabszymi ode mnie graczami, czułem zawsze
pewne zdenerwowanie i mrowienie "w plecach", a tym razem .... NIC. Po pewnych problemach technicznych w końcu
zalogowaliśmy się we 3 (Egon był naszym sędzią) do gry, którą stawiał Sojer.
Odpaliliśmy grę ... i po paru sekundach Sojer wcisł PAUSE ... zdążył napisać "cholera, czekajcie ..." i ...
podobno od razy wypadł z gry. Egon mi napisał, że "nie widzi go w grze" ale ja nacisnąłem spację i miałem Sojera
"w grze" więc odpisuję Egonowi "że Sojer kazał czekać ... więc poczekajmy..." (myślałem, że np miał jakiś
telefon i zaraz wznowimy grę dalej). I tu jest pierwszy pech Sojera ... ponieważ jego nieobecność się
trochę przeciągała zacząłem dokładniej przyglądać się mapie i okolicy w której mnie wygenerowało. Po chwili na pamięć
znałem rozkład tego miejsca i charakterystyczne rozłożenie złóż metalu w tym miejscu. Zaczęłem planować dokładnie
co i gdzie wybuduję i w jakiej kolejności ... Po ok 10 minutach czekania w końcu włączyłem GG by zobaczyć co się
dzieje bo Egon też się przesał odzywać. Okazało się, że Sojer wypadł od razu (czego moja gra nie wskazywała bo
czekałem na Pauzie) i trzeba było zrestartowac grę od nowa.
Odpaliliśmy więc gierkę drugi raz. Tym razem wygenerowało mnie w innym miejscu ale ... szybko zorientowałem się,
że byłem teraz dokładnie tam gdzie poprzednio był Sojer. Znając fakt, że Total generuje graczy "symetrycznie"
po mapie mogłem na 100 % zakładać, że ... Sojer jest teraz tam gdzie ja byłem poprzednio ! i na 100 % byłem pewny
gdzie wybuduje swoją pierwszą stocznie ! No dobra, spokojnie ... ale to jeszcze trzeba umieć wykorzystać ... buduję
więc swoje pierwsze obiekty i jestem pewnien, że niebawem Sojerek przyleci przekosić mnie pierwszą falą ataku.
Produkuję więc pierwsze okręciki ale nie odpływam nimi spod bazy, żeby choć mieć czym się bronić.
W tym czasie komanderem postanawiam pobudować więcej MetalExtraktorów na złożach, które są znacznie porozrzucane
od mojego miejsca startowego i zakładam wybudowanie jak najszybciej drugiej stoczni by nadążyć potem produkować
okręty na spodziewane masowe ataki Sojera. Pierszy atak na mnie przychodzi, tak jak się spodziewałem, niedługo
od rozpoczęcia gry. Na razie jest to parę stateczków (skeeterów) ale wiem, że to tylko zwiad obliczony na wybicie
"z rytmu" przeciwnika. Sojer skupia się na zniszczeniu moich TideWaterów produkujących energię, nie atakując moich
broniących bazy okręcików, które są w mniejszości. W efekcie udaje mu się zniszczyć owe 3 moje TideWatery ale ...
traci wszystkie swoje statki, a mi zostają trzy ! wprawdzie nadwątlone ale są !!! Przewiduję, że teraz Sojer po
pierszym ataku zbuduje parę statków konstruktorów by rozbudowywać się gospodarczo, więc będę miał chwilkę
wytchnienia. Po chwilowym wahaniu decyduję się jednak na kontratak, a nuż mu trochę namieszam. Już miałem posłać te
owe 3 stateczki jak najkrótszą drogą w przewidywane miejsce bazy Sojera, gdy jednak mnie przeczucie bierze i mówi,
że może równie dobrze lecieć na mnie następna fala Sojerwowych skeeterów (szybkich motorówek z lekkim laserkiem).
Postanawiam więc puścić kontratak drogą nieco okrężną i jak się poźniej okazało było to "mistrzowskie zagranie" bo
moje nadwątlone stateczki omijają drugą falę ataku 4 skeeterów i spadają od północy na bezbronną stocznię
zaskoczonego Sojera. (w miejsce jego bazy po prostu trafiłem idealnie !) Przez chwilę Sojer chyba tego nie zauważa
bo jest zajęty atakiem na moją stocznię, do której właśnie przybyły jego jednostki. I tu zaczyna się dramatyzm
wojny nerwów, ja atakuje go, on mnie, na czym skupić uwagę ... Ja decyduję się na ręczne kierowanie atakiem na jego
bazę, niszczę po kolei jego Tidewatery potem atakuję stocznię. Sojer widząć problemy odwołuje ze swojego ataku 2
okręciki, które ja widząc nadpływające atakuję i niszczę po kolei. Sojer w panice postanawia użyć komanderowego
DeGuna do obrony ale ... pod wodą jest to niemożliwe ! Wspina się więc na pobliski koralowiec (super to wymyślił)
i wali w moje statki deGunem. I tu ma pecha drugiego ! Nieopatrznie celujac trafia przez przypadek w
swoją stocznię !!! W efekcie po tym ataku pozostaje z NICZYM ! Ale ja o tym szczególe nie wiem ! bo w tym
czasie w mojej bazie też nie jest różowo. Jego 2 skeetery powoli dobijają moją stocznie i nie pozwalają na
wybudowanie się tam czegokolwiek ... ale to na szczęście troche potrwa by nimi ubić mi stocznie do końca.
W tym czasie mój komander poniżej kończy budować drugą stocznię. Zaczynam już nawet produkować statki by odeprzeć
przeciwnika ... już mam jeden ... już chce nim płynąć na pomoc stoczni ale ... w ostatniej chwili powstrzymuje
go !!! Mówię NIE ! zdradzę się ! będzie wiedział, że mam drugą stocznię poniżej i mi tu zaraz przypłynie !!!
Postanawiam pozwolić mu wykończyć atakowaną stocznię - niech myśli, że mnie ubił ! Tak się też staje i to jest
jego trzeci pech, Sojer po zniszczeniu mojej pierwszej stoczni zawraca stateczki spowrotem do siebie nie
szukając mnie w pobliżu ! Ja tymczasem gromadzę siły na drugi atak. Gdy mam już z 5-6 skeeterów płynę znów okrężną
drogą zadać niespodziewany cios. Udaje mi się znowu go zaskoczyć, niszczę to co odbudował, a samą stocznię Sojer
już nawet sam "odsysa" żeby odzyskać z niej metal i wybudować gdzie indziej. Teraz gra wkracza w następny etap
"szukania uciekiniera". Niestety moje skeetery nie widzą co się dzieje pod wodą a tym samym kierunku ucieczki
komadera Sojera. Postanawiam więc obstawić nimi jak najwiekszy obszar morza i ewentualnego spodziewanego kierunku
jego ucieczki. W ten sposób udaje mi się odnaleźć 2 stocznie, które potem pobudował ale jego komander gdzieś
przepadł ... myślałem, że poszedł w na południe bo tam zauważyłem pobudowane podwodne MetalExtraktory,
Tidewatery i stocznię, w której jak się okazało zdążył wybudować nawet łódz podwodną (która zresztą też miała
potem pecha bo wykryłem ją blisko swojej bazy całkiem przypadkiem, a zresztą jakbym nawet nie wykrył to i tak
minęła już rejon w którym operował mój komander). No to teraz myślę, będe go gonił przez długie godziny po mapie ...
Ale o dziwo Sojer nie wytrzymuje psychicznie, poddaje partię po przechwyceniu przeze mnie jego następnego morskiego
konstruktora mimo, że zaczął się budować innym niewykrytym przez mnie konstruktorem, tam gdzie bym go dłuuugo nie
znalazł (w lewej części mapy) i posiadania niewykrytej stoczni w części prawej. No cóż ocena jest trudna czy dobrze
zrobił. Faktem jest, że miałem coraz więcej jednostek i byłem już bardzo rozbudowany gospodarczo więc jego wykrycie
było tylko kwestią czasu. Ale ... też mogło być inaczej ! Bo gdy celem gry jest tylko ubicie wrogiego komandera o
zwycięstwie może przesądzić drobny przypadek, np jedna zabłąkana łódz podwodna albo dobrze postawiona wyrzutnia
torped, na którą mogłem się przypadkowo napatoczyć mom komanderem .... przecież szczęście nie musiało mi dopisywać
do końca gry ...
Podsumowanie.
Po ochłonieciu z finałowych emocji na spokojnie obejrzałem sobie
rozegraną partię, przypatrując się głównie posunięciom przeciwnika. Abstrachując od pecha jakiego miał, należy też
wytknąć mu błedy jakie popełnił: Po pierwsze moim zdaniem "za szybko" chciał wygrać, zamierzając rozstrzygnąć
rozgrywkę szybkimi atakami w pierwszych minutach gry, przez co na początku zupełnie nie rozwijał ekonomii "jadąc"
jedynie na jednym MetalExtraktorze !!! Uważam, że na dużej mapie z doświadczonym przeciwnikiem to jest po prostu
lekko mówiąc naiwność i głupota. Tak można grać na mapach typu "Full Moon" albo "Goods of War", które się "przejeżdza"
w poprzek w ciągu kilku sekund i wybijając szybkimi ciągłymi atakami mniej doświadczonego przeciwnika z rytmu można
go w końcu tak zajechać. Ale nie tu ... na Brain Coral z przeciwnikiem, który gra w TA prawie od 8 lat !!!
Po drugie uważam, że ewidentnie mógł zorientować się, iż nie ma mojego komandera przy atakowanej stoczni ...
a więc gdzieś odszedł dalej, na pewno budując po drodze różne obiekty w tym np. nowe TideWatery lub ... drugą stocznię,
a więc zaniechanie przez niego przeszukania pobliskiej okolicy, po zniszczeniu mojej stoczni uważam za straszliwy
brak wyobraźni i taktycznego zmysłu co potem na nim zemściło się strasznie
Reasumując ogólnie, uważam, że jakby Sojer przyjął taktykę powolnego wypierania przeciwnika z mapy (w czym jest dobry)
i rozbudowywania swojej ekonomii to spokojnie miałby wygraną w kieszeni, bo w tym mało kto mu dorówna. No ale cóż ...
mawiają, że szczęście sprzyja lepszym ... ale czasem tym bardziej roztropniejszym i niezarozumiałym.
Tocznet